W 2002 r. tą historią żyło całe miasteczko Salt Lake City. Porwano młodą Amerykankę prosto z jej łóżka. Ta opowieść, jak niewiele innych, ma szczęśliwe zakończenie. Można je poznać, czytając moją relację lub bezpośrednio zaglądając na Netflixa.
Niezwykle wciągające są dla mnie takie opowieści. Zazwyczaj gdy oglądam historie kryminalne, są one odwzorowaniem sytuacji, które miały już miejsce. Owszem, często wypowiadają się w nich rodziny osób zaginionych lub tragicznie zmarłych, ale prawie nigdy sami ocalali, ofiary. Jest to z jednej strony niezwykle budujące, że zdarzają się właśnie takie pozytywne zakończenia, gdzie system, a w zasadzie organy ścigania, sprawdzają się, a z drugiej mocno druzgocące – oglądając to, możesz spojrzeć bezpośrednio w oczy osoby, która niegdyś przeżyła piekło i usłyszeć od niej, co tak naprawdę się stało.
Noc, która zmieniła wszystko
Elizabeth, bo tak ma na imię uratowana, miała zaledwie 14 lat, gdy została porwana. Włamywacz wszedł do jej sypialni prawdopodobnie przez okno. Jak zauważyła policja, na miejscu podstawione było krzesło, a moskitiera została przecięta. Czarna postać – tak też jest to pokazane w wizualizacji na Netflixie – stanęła nad łóżkiem dziewczyny i uprowadziła ją. W tym samym pokoju, zaledwie łóżko obok, była jej siostra. 9-letnia Mary Katherine udawała, że śpi po tym, jak usłyszała groźby zabójstwa Elizabeth, gdyby ta ośmieliła się krzyczeć.
I tak ostatni raz Elizabeth była widziana 5 czerwca 2002 r. Jej poszukiwania trwały 9 miesięcy i zakończyły się odebraniem nastolatki z rąk… właśnie kogo?
Na zdjęciu obie siostry Smart, starsza Elizabeth oraz młodsza Mary Katherine.
Zdjęcie pochodzi z policyjnych akt sprawy. Na miejscu zdarzenia policja udokumentowała krzesło przystawione do domu Państwa Smart, które najprawdopodobniej posłużyło porywaczowi, aby wspiąć się do sypialni dziewczynek.
Tam, gdzie nikt nie spodziewał się zła
Policja starała się szczegółowo dowiedzieć, kto może stać za porwaniem nastolatki. Zaczęto przesłuchiwać rodzinę i szukać ewentualnych konfliktów sąsiedzkich. Opinia publiczna była zszokowana faktem, że do porwania doszło w Federal Heights – to bardzo zamożna dzielnica Salt Lake City. Jak można zaobserwować na zdjęciach, pobudowane są tam domy majętnych osób i zdawałoby się, że w takich miejscach nie dochodzi do porwań. Dom Elizabeth położony był w pobliżu skrzyżowania Wasatch Boulevard i Sugar House.
Sprawdzono także samą porwaną. Wiadomo, że była ona zwyczajną 14-latką: nie miała chłopaka, nie była uzależniona, nie należała do żadnych szemranych grupek. Miała sześcioro rodzeństwa – czterech braci oraz młodszą siostrę. Była najstarsza. Jej rodzina wydawała się znana i lubiana w okolicy. Już następnego dnia zorganizowano poszukiwania; śledczy w około 8 godzin po porwaniu odebrali aż 40 000 telefonów w sprawie zaginięcia dziewczynki.
Dom Państwa Smart w Federal Heights.
Oryginalny plakat z poszukiwania zaginionej.
Jedyny świadek i ogromna presja
W drugi dzień zaginięcia wszczęto już ogólnokrajowe poszukiwania. Dowodów nie było zbyt wiele, był tylko jeden świadek zdarzenia. Mary Katherine spała, kiedy do pokoju wszedł porywacz. Nie widziała go wyraźnie. Zresztą myślę, że każdemu byłoby ciężko dojrzeć twarz obcej osoby po przebudzeniu w środku nocy. Siostra zaginionej pamiętała jedynie głos mężczyzny i, jak później się okazało, było to kluczowe dla rozwiązania sprawy. Dziewczynka usłyszała wówczas słowa: „Bądź cicho, jeżeli będziesz krzyczeć, to cię zastrzelę, ale jeśli nie, nie zrobię ci krzywdy”.
Siostra Elizabeth była pod olbrzymią presją, przesłuchiwano ją wiele razy. Dopuszczono się także hipnozy. Dziewczynkę izolowano, bo policja z całych sił chciała odnaleźć zaginioną i ukarać sprawcę.
Błędny trop i śmierć podejrzanego
Policja odrzuciła trop padający na rodzinę, choć początkowo sprawdzano i taką możliwość. Zaczęto sprawdzać osoby, które odwiedzały dom. Okazało się, że rodzina zatrudniała wielu robotników. Przyjrzano się niejakiemu Richardowi Ricciemu. Był robotnikiem u państwa Smart i, jak się okazało, miał z ojcem Elizabeth konflikt o zapłatę. Policja szybko uzyskała nakaz przeszukania i znalazła tam naszyjniki należące do matki Elizabeth.
To oraz domniemany konflikt było podstawą do przesłuchań. Należy pamiętać, że policja znajdowała się pod presją całych Stanów Zjednoczonych. Sprawa miała już rangę państwową. Policja skupiła się na „dociśnięciu” Ricciego tak, aby się przyznał. Chcieli mieć winnego w garści. Myślę, że w ten sposób stracili cenny czas na poszukiwania innych podejrzanych. Skupianie się na samym Riccim tylko oddaliło ich od Elizabeth.
Sam Ricci przyznał, że znał rozkład domu. Okazało się, że był zawodowym przestępcą – miał na koncie nawet postrzelenie policjanta. Ponieważ w noc zaginięcia zrobił samochodem kilkaset mil i nie potrafił wyjaśnić gdzie, sprawa przybrała obrót na jego niekorzyść. Jednak Mary Katherine, słysząc o głównym podejrzanym, wiedziała, że to nie on. Zapamiętała go jako miłego człowieka; wiedziała, że to nie jego głos słyszała tamtej nocy.
7 tygodni po zaginięciu doszło do drugiego incydentu – ktoś próbował włamać się do domu kuzynostwa Elizabeth w identyczny sposób. Policja dalej naciskała na Ricciego, proponując mu nawet immunitet, ale mężczyzna nagle zmarł w areszcie wskutek pęknięcia tętniaka. Śledztwo stanęło w martwym punkcie.
Zdjęcie przedstawia małżeństwo: Richarda i Angele Ricci, zrobiono je w 2002 r.
Olśnienie i portret "Emmanuela"
Czy wiecie, że mózg najlepiej pracuje, gdy nie czuje presji? Dlaczego o tym mówię? Ponieważ siostra Liz od momentu zaginięcia była pod stałym napięciem, a miała tylko 9 lat. Gdy presja opadła, Katherine doznała olśnienia. Przeglądała Księgę Rekordów Guinnessa (którą sama kiedyś posiadałam w zbiorach rodzinnych) i nagle przypomniała sobie, skąd zna ten głos. Wypowiedziała imię: Emmanuel.
Przypomniała sobie mężczyznę, który głosił słowo Boże na ulicy i któremu jej matka dała kiedyś wizytówkę męża z propozycją pracy. Ów Emmanuel pomagał rodzinie przy domu. Nie figurował w kartotekach, więc sporządzono rysunek na podstawie opisu dziewczynki.
Zdjęcie przedstawia policyjny portret pamięciowy sporządzony na podstawie tego jak zapamiętała Emmanuela siostra porwanej.
9 miesięcy koszmaru
Elizabeth w dokumencie wspomina pierwsze słowa oprawcy: „Trzymam ci nóż przy szyi, nie wydawaj odgłosów, wstań i idź ze mną”. Myślała, że mężczyzna chce ją zgwałcić i zabić, dlatego chciała, aby zrobił to blisko domu, by rodzina odnalazła jej ciało. Usłyszała: „Nie zgwałcę i nie zabiję cię... jeszcze”.
Przez 9 miesięcy Elizabeth była gwałcona, bita i więziona w namiocie w górach, niedaleko własnego domu. Jej porywacz, Brian David Mitchell, wraz z żoną Wandą Barzee, stworzyli tam specyficzny „kampus”. Żona porywacza nosiła długą tunikę i czepiec – coś na wzór burki. Tak też ubierano samą dziewczynę; widoczne były jedynie jej niebieskie oczy. Mitchell twierdził, że wszystko, co robi, jest natchnieniem od Boga.
Elizabeth bała się uciec. Słyszała głosy ratowników wołających jej imię, ale porywacz groził, że zabije każdego, kto się zbliży. Nawet gdy w bibliotece podszedł do nich detektyw, Elizabeth bała się krzyknąć, Wanda mocno ścisnęła ją za nogę. Detektyw dał się przekonać, że zakaz odsłaniania twarzy to rzeczywiście kwestie religijne i odszedł. Przy życiu trzymały ją tylko wspomnienia o tacie i jego „błysku w oku”.
Brian Mitchell i Wanda Barzee. Mitchell uważał się za proroka, a Wandę własna córka opisywała jako „potwora”. Zanim porwali Elizabeth, byli znani w mieście jako żebracy głoszący słowo Boże w białych szatach.
Na zdjęciu po lewej, pod białym zakryciem, znajduje się Elizabeth. Zdjęcie wykonano podczas jednej z imprez, na której pojawili się Wanda i Mitchell wraz z uprowadzoną dziewczyną.
"Tyś to rzekł" – powrót z otchłani
Elizabeth wylądowała w obozie pod San Diego. Emmanuel miał w planach udanie się do Bostonu i Nowego Jorku. Dziewczyna wiedziała, że tam może być już nie do odnalezienia, dlatego wtrąciła się i powiedziała porywaczowi, że ma przeczucie, iż powinni wrócić do Salt Lake. Skłamała mu, że on jest sługą Boga i tak też Bóg by do niego przemówił. Mitchell stwierdził, że skoro dziewczyna „uznała własną nicość”, mogą wrócić.
Wysiedli na południu Salt Lake City. Miał ją zabrać znów w góry i nie pozwolić już nigdy zejść. Jednak na policję zadzwoniła kobieta mówiąca, że chyba widziała owego Emmanuela. Policja błyskawicznie zjawiła się na miejscu. Trójka zatrzymanych twierdziła, że nie posiada dokumentów i są „posłańcami Boga”. Elizabeth była wyraźnie zdenerwowana, ukryta pod przebraniem tak, że nie było widać jej twarzy.
Wtedy policjant zadał jej to jedno, najważniejsze pytanie: czy nie chce iść do domu, bo przecież wszyscy poszukują zaginionej dziewczynki? Powiedział: „Zrób to dla kraju i rodziny, powiedz, że jesteś Elizabeth”. Ona odpowiedziała tylko: „Tyś to rzekł”. Posadzili ją w radiowozie i wtedy dziewczyna w końcu pękła. To był koniec koszmaru. Była wolna i bezpieczna.
Brian Mitchell i Wanda Barzee, zdjęcia wykonane bezpośrednio po schwytaniu.
Sprawiedliwość i nowe życie
Policja nazwała porywacza okropnym gwałcicielem, który każdą swoją zbrodnię usprawiedliwiał Bogiem. Sąd przesuwał rozprawy, ale 10 listopada 2010 r. Elizabeth złożyła obszerne, poruszające zeznania. Brian David Mitchell został skazany na dożywocie bez możliwości zwolnienia. Z kolei jego żona, Wanda Barzee, przyznała się do porwania i wywiezienia w celu dopuszczenia się czynności seksualnych. Skazano ją na 15 lat więzienia; wyszła na wolność w 2018 r.
Z czasem Elizabeth wykorzystała swoje traumatyczne doświadczenia w aktywizmie społecznym. Założyła Elizabeth Smart Foundation, aby podnosić świadomość na temat uprowadzeń i napaści seksualnych. Podczas wystąpień publicznych dzieli się swoją historią i promuje programy samoobrony.
Życie napisało dla niej piękny scenariusz. W 2009 r., przebywając na misji w Paryżu, Elizabeth poznała pochodzącego ze Szkocji Matthew Gilmoura. Pobrali się 18 lutego 2012 r. i doczekali się trójki dzieci: Chloe, Jamesa i Olivii. Elizabeth Smart powiedziała kiedyś słowa, które warto zapamiętać: „Ilekroć zmagasz się z trudnościami, nie poddawaj się, nie trać wiary, nie pozwól, by zdefiniowały one to, kim jesteś. Uwierz w szczęście, uwierz, że ono istnieje i warto o nie walczyć, warto dla niego przetrwać”.
Elizabeth Smart przemawia na forum miejskim w Barron High School w Barron w stanie Wisconsin, 15 marca 2019 r., po porwaniu nastolatki Jayme Closs i zabójstwie jej rodziców.
Elizabeth, po 24 latach od zdarzenia.
Dodaj komentarz
Komentarze