Gdy wsiadłam do auta, odruchowo sięgnęłam do radia, ale zaraz je wyłączyłam. Choć przez ostatnie dni towarzyszył mi audiobook, tym razem poczułam, że potrzebuję ciszy. Chciałam dać myślom dojść do głosu. Zobaczyć, co we mnie zostało po seansie, z którego właśnie wróciłam. Jakie obrazy? Jakie emocje?
Co poczułam?
Spokój. Głęboki spokój, który dawno u mnie nie gościł.
Nie Hollywood, a samo życie
Gdybym miała odpowiedzieć na pytanie, o czym jest ten film, rzekłabym: o życiu na nowo. Nie jest to produkcja rodem z Hollywood. Nie znajdziemy tu szybkich aut ani luksusowych apartamentów. Za scenariusz odpowiada tu Rebecca Lenkiewicz (współscenarzystka „Idy” Pawła Pawlikowskiego), a reżyserią zajęła się Marianne Elliott – wybitna twórczyni teatralna. To czuć – zamiast efektów specjalnych mamy tu skupienie na człowieku.
Owszem, widoki są – powiedziałabym, że nawet cenniejsze niż luksus, bo stworzone przez naturę. Szlak South West Coast Path przebiega m.in. przez obszary znajdujące się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Mamy więc zapierającą dech w piersiach przyrodę, ptaki i niezmierzone wielkości gór oraz mórz.
Dojrzała miłość na ekranie
Ten film jest także o dojrzałej miłości, która nie potrzebuje wielu słów.
W główne role wcielili się Gillian Anderson (znana z „Z archiwum X”, „Sex Education” czy „The Crown”) jako Raynor oraz Jason Isaacs („Biały Lotos”, „Harry Potter”) jako jej mąż Moth. Oboje z ogromną wrażliwością portretują ludzi na życiowym zakręcie. Pięknie się to obserwuje – partnerzy są na siebie niezwykle uważni i wrażliwi, porozumiewają się wzrokiem i mową ciała.
Utrata wszystkiego i zdrada przyjaciela
Fabuła chwyta za gardło już od pierwszej sceny. Poznajemy małżeństwo walczące z żywiołem – próbują utrzymać namiot porywany przez wodę, słychać krzyki... i cięcie. Od pierwszej chwili siedzisz w napięciu.
Później cofamy się w czasie. Poznajemy parę w momencie zwrotnym ich życia. Moth dowiaduje się o nieuleczalnej chorobie. To zwyrodnienie korowo-podstawne (CBD) – rzadkie schorzenie neurologiczne z tej samej rodziny co choroba Parkinsona. Lekarz zaleca oszczędny tryb życia, ale diagnoza jest brutalna: maksymalnie 5-6 lat życia i powolna utrata sprawności.
Jakby tego było mało, para traci dom w wyniku bolesnej zdrady. Przyjaciel Motha z dzieciństwa, nazywany Cooperem, przekonał ich do zainwestowania w jego firmę. Gdy ta upadła, Cooper stwierdził, że małżeństwo musi spłacić dług i pozwał ich do sądu. Sędzia orzekł na jego korzyść, decydując, że w zamian za rzekome zaległe pieniądze Cooper ma przejąć ich dom. Wychodzą z sądu oszołomieni – przegrali sprawę, stracili dobytek życia, a mają tylko 5 dni na wyprowadzkę. Zostają z nikłymi środkami i widmem postępującej choroby.
Wyróżnia się scena, gdy policja puka do drzwi, by zrealizować nakaz eksmisji. Właśnie wtedy, gdy wydaje się, że nie mają już wyboru, wzrok Raynor pada na książkę w stosie rzeczy. To przewodnik Paddy’ego Dillona – fotografa, pisarza i wędrownika. Raynor bierze go w ręce i proponuje mężowi szalony plan: idźmy na wędrówkę. Nie mają nic, grosza przy duszy ani dachu nad głową. Co im pozostało? Mąż się zgadza. Wychodzą.
1014 kilometrów nadziei
I tak oto para nieoczekiwanie trafia do Minehead w hrabstwie Somerset, punktu początkowego szlaku. Cel to miejscowość Poole w hrabstwie Dorset, od której dzieli ich dokładnie 1014 km. To olbrzymi wynik, zwłaszcza dla kogoś zmagającego się z CBD.
Wędrówka jest trudna. Obserwujemy ich zmagania z suszą, brakiem wody i ulewami. Często zachodzą do pobliskich lokali, by napełnić butelki czy się ogrzać, liczą każdy grosz. Jednak w tym trudzie widać ich niezwykłą więź. Pomimo życiowych zawirowań, widać, że bardzo się kochają. Pod koniec filmu przyrzekają sobie nawet, że ich prochy zostaną połączone i rozsypane wspólnie na górze, na której właśnie stoją.
Pod koniec dowiadujemy się, że ta historia wydarzyła się naprawdę – film jest adaptacją bestsellerowej książki „Słone ścieżki” (The Salt Path). Raynor pod koniec wędrówki podarowała mężowi spisane wspomnienia, które stały się światowym hitem. Moth wbrew rokowaniom lekarzy, dzięki ruchowi i naturze zyskał siłę, skończył studia i zaczął pracować w zawodzie.
Czy polecam film?
Zdecydowanie tak. To kino, do którego chce się wracać i o którym chce się opowiadać.
Na koniec proszę Cię, zastanów się: co by było, gdybyś stracił/a wszystko, co masz?
Dobytek, pracę, mieszkanie? Co dalej?
Film zmusza do refleksji. Pokazuje, jak życie może zmienić się o 180 stopni z dnia na dzień. Główni bohaterowie stali się bezdomnymi, ale poradzili sobie.
Wytrwali – nie obok siebie, ale razem.
Dodaj komentarz
Komentarze