Seks dla opornych – czy naprawdę chodzi tylko o łóżko?

Opublikowano w 14 stycznia 2026 12:07

„Seks dla opornych”... Niech was ten tytuł nie zmyli. Chociaż jest tam trochę seksu i o seksie, de facto film opowiada historię dwóch dusz zagubionych w związku.

Zabrzmiało to może zbyt patetycznie jak na tę komedię, więc powiem inaczej: to opowieść o utraconej bliskości, którą główni bohaterowie – Basia (Ilona Ostrowska) i Grzegorz (Piotr Adamczyk) – starają się odnaleźć. Pozornie szukają przyczyny oddalenia się od siebie w braku bliskości fizycznej, ale problem leży głębiej. 

Reżyser Rafał Skalski, którego pamiętam z wyreżyserowania filmu „Noc w przedszkolu”, opowiedział nam historię, którą – jak sądzę – przeżywa niejedna para, niezależnie od stażu.

Film zaczyna się od seksu, co skutecznie przyciąga uwagę. Pikantne sceny okraszone są głosem lektora, który w nieco filozoficzny sposób tłumaczy sens życia i to, jak człowiek próbuje radzić sobie z nawiązywaniem więzi. Wszystko to, według narratora, kończy się między innymi w łóżku.

Basia i Grzegorz mają imponujący staż małżeński – 25 lat. Wybrali się do hotelu, aby uczcić ten jubileusz. Co ciekawe, spotykają tam młodą dziewczynę, Domi (w tej roli Helena Englert), która ma właśnie tyle lat, ile trwa ich małżeństwo. 

Basia czuje, że w ich związku coś nie gra. Niedawno wydała książkę pod tytułem, jaki nosi opisywany przeze mnie film, i próbuje wcielić w życie zawarte w niej „kroki do rozbudzenia seksualności”. Problem w tym, że nie wie, jak przekazać mężowi, że chciałaby czegoś innego. Tylko czego dokładnie?

Kolejne próby zainicjowania seksu kończą się fiaskiem. W końcu para nie wytrzymuje ciśnienia i podczas kłótni daje sobie „wolną rękę” – zdawałoby się, że na jeden dzień lub noc. Do gry wkraczają wtedy Domi (Helena Englert) i Maks (Mikołaj Matczak). Choć oboje wydają się kandydatami do romansu, to ostatecznie właśnie z Domi zbliża się Basią w końcowej fazie filmu

Jednak de facto żadne z małżonków nie jest w stanie zdradzić. Działają sobie na nerwy, kuszą wyzywającym strojem, próbują poderwać obce osoby, ale w głębi duszy wiedzą, że kochają swoją drugą połówkę.

Film okraszony jest mocnymi tekstami, co dodaje pikanterii. Można się pośmiać, ale też złapać chwilę zadumy. To kino lekkie i bawiące widza, choć niekiedy karykaturalne komentarze wprawiają w lekki dysonans.

Warto docenić aktorstwo: Piotra Adamczyka, który po raz kolejny udowadnia swoją wszechstronność, a chemia (lub jej celowy brak) między nim a Iloną Ostrowską buduje cały klimat filmu. Równie ciekawie wypada młode pokolenie – Englert i Matczak.

W pamięć zapadły mi szczególnie dwie sceny. Pierwsza, kiedy małżonkowie siedzą w jacuzzi i ma dojść do pocałunku. Grzegorz zaśmiał się wtedy tak szczerze, że mam wątpliwości, czy było to wyreżyserowane – scena wydawała się niesamowicie naturalna.  Druga to seks w samochodzie... a w zasadzie to, co działo się, zanim do niego doszło. To tam znajduje się klucz do zrozumienia, dlaczego partnerzy przez tak długi czas nie byli w stanie się do siebie zbliżyć. Brakowało im siebie nawzajem, szczerości płynącej z serca i bycia autentycznym, zamiast mówienia tego, co druga strona chce usłyszeć.

Polecam ten film na sobotni wieczór pod kocem z herbatą. Idealny na ten zimowy czas, aby się pośmiać i może pomyśleć: „a jak to jest u mnie w związku?”.

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador