"Sny o pociągach" - a tak naprawdę historia o utraconej miłości

Opublikowano w 17 grudnia 2025 22:28

Są takie filmy, które poruszają do żywego. Coś w środku pęka, zaczyna boleć. Tak właśnie jest z „Snami o pociągach”. Zakłuło mnie mocno w środku – najpierw poczułam współczucie, potem żal. I zachwyt nad tą ogromną miłością: jego do niej, jej do niego i ich obojga do dziecka.

Czy to się jeszcze zdarza we współczesnym świecie, gdzie łatwiej jest patrzeć, ale nie działać? Wyrzucać zamiast naprawiać? Zdaje się, że taka miłość nie jest już możliwa, ale może jednak trzeba wierzyć.

Ona czekała na niego i cierpiała. On też cierpiał, czując, że uciekają mu najważniejsze etapy życia córeczki. Sam nie miał rodziców; nie wiedział nawet, jak ich stracił – miał wtedy pewnie z 5 czy 6 lat.

​To dla mnie znamienne. Na terapii często rozkładamy dzieciństwo na czynniki pierwsze. Dowiadujemy się, dlaczego zachowujemy się tak, a nie inaczej. Analizujemy, które cechy mamy po ojcu, a które po matce. Ale co zrobić, gdy ich nie było? Gdy się ich nie pamięta?

To opowieść o stracie, która zostaje głęboko w sercu i boli każdego dnia. Ale jest także o nadziei na powrót tego, co utracone.

A może... o nauce odpuszczania?

O tym, by przejść żałobę, pozwolić im odejść i powoli stawiać kroki na nowo. Uczyć się żyć inaczej, może w samotności, zamiast łudzić się tym, co już nigdy nie wróci.

​Miałam nadzieję, że on zakocha się ponownie. Z drugiej strony czułam opór – czy powinien? Przecież żona, dziecko… Może wrócą? Życie płonną nadzieją nie jest dobrą drogą, choć tak ciężko to sobie uświadomić.

„Gdyby Bóg był sekwoją, czy ściąłbyś go?

Czy wspiąłbyś się na jego gałąź, żeby się rozejrzeć?

Gdyby rzeką płynęły tylko łzy naszych zmarłych, postawiłbyś tamę, czy pozwolił im płynąć?”.

A.


Jestem też na tych platformach. Jeśli masz ochotę na więcej, śmiało wpadaj.


Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.