Czy wiecie, czym jest odcięcie od emocji? Czy zdarzyło Wam się kiedyś – świadomie bądź nie – po prostu „wyłączyć” czucie, by przetrwać trudny moment w życiu lub relacji?
Piszę o tym na własnym przykładzie, bo to najlepiej obrazuje sytuację. Jeśli doczytałaś do tego miejsca, zostań proszę do końca. Może odnajdziesz w tym kawałek siebie.
Relacja to nie tylko słońce
W każdym związku są lepsze i gorsze momenty. Utopią byłoby myśleć, że tworząc z kimś relację, będziemy zawsze zgodni. Kryzysy się zdarzają i to naturalne. Kluczowe jest jednak to, jak staramy się z nich wychodzić i czy wyciągamy wnioski na przyszłość.
Co jednak dzieje się w momencie, gdy nasz układ nerwowy ma już dość? Gdy chce się samoistnie bronić przed nadmiarem bólu i bodźców? Wtedy właśnie następuje to, o czym wspomniałam na początku: następuje odcięcie od emocji. Choć dopiero zaczynam zgłębiać psychologię, opowiem Wam o tym z perspektywy laika, który poczuł to na własnej skórze.
Świadomy wybór czy automatyczny mechanizm?
Odcięcie można przeprowadzać świadomie lub nieświadomie.
Ta pierwsza opcja wymaga już pewnej znajomości siebie. To wybór – świadomie „odłączamy wtyczkę”, blokujemy dopływ jakichkolwiek uczuć, aby się chronić. Przed czym? Przed zranieniem, bólem, krzywdą. Często też przed bolesną świadomością, że w relacji nic już się na lepsze nie zmieni.
Brzmi przykro? Być może, ale tak właśnie działamy. Nasz układ nerwowy to „cwana bestia” i potrafi to zrobić nawet bez naszej wiedzy. Wpadamy w stan „nieświadomki”. Chronimy się i żyjemy w takim trybie, nawet nie zdając sobie sprawy, że odłączyliśmy zasilanie. Znam osoby, które potrafiły tak funkcjonować miesiącami, bo de facto było im tak... wygodniej.
Pułapka braku koloru
Ale czy na pewno „dobrze”? Na krótką metę – może tak. Organizm odpoczywa wtedy od natłoku skrajnych przeżyć. Jednak na dłuższą metę płacimy za to ogromną cenę.
Musimy bowiem pamiętać o jednej, brutalnej prawdzie: nasz układ emocjonalny nie posiada selektywnego znieczulenia. Nie da się „wyłączyć” tylko lęku, smutku czy rozczarowania, zostawiając sobie pełny dostęp do radości. Jeśli decydujesz się na odcięcie, odcinasz wszystko. Znieczulając ból, nieświadomie wygaszasz też swoją zdolność do odczuwania ekscytacji, wdzięczności i miłości. Życie staje się wtedy czarno-białe i jałowe. Odcinając się – przestajemy po prostu żyć pełnią.
Dlaczego ciało nas zamraża?
Nasze ciało ma swoje powody, by nas tak traktować. Odpowiedź kryje się w biologii, a konkretnie w Teorii Poliwagalnej Stephena Porgesa. Wyjaśnia ona, że nasz układ nerwowy posiada trzy tryby reakcji na zagrożenie. Kiedy walka o relację lub ucieczka od problemów zawodzą i stres nas przerasta, wchodzi stan „zamrożenia” – to właśnie to nasze odcięcie. To pierwotna polisa ubezpieczeniowa naszego organizmu.
Co dalej?
Jeżeli Twoje ciało i układ nerwowy w obecnej relacji reagują częstym „odcinaniem się”, warto się temu przyjrzeć. Zadać sobie pytanie: czy warto dalej w to iść, skoro tak bardzo cierpię, że muszę przestać czuć, by przetrwać?
Myślę, że dojrzałość emocjonalna to właśnie umiejętność konfrontacji i świadomego wyboru tego, co nam służy. Czasem lepiej być samym (ale nie samotnym), w spokoju, niż trwać na emocjonalnej karuzeli, która zmusza nas do wyłączania czucia. Mamy tylko siebie. Ze sobą spędzimy całe życie, dlatego musimy o siebie dbać. Nawet jeśli odcięcie daje chwilową ulgę, pamiętajmy, by nie zamieszkać w tym stanie na stałe.
Warto wiedzieć, co dzieje się w Twoim ciele! Stephen Porges wyróżnił trzy główne stany naszego układu nerwowego, które działają jak „drabina”:
Odcięcie nie jest Twoją winą ani brakiem charakteru – to Twój układ nerwowy próbuje Cię uratować, gdy uzna, że sytuacja przekracza Twoje siły.
Dodaj komentarz
Komentarze