Jakie konsekwencje niesie za sobą brak akceptacji dziecka – a później dorastającej kobiety – przez własną matkę?...

Opublikowano w 25 grudnia 2025 19:58

...myślę, że skutki są opłakane.

Wydaje mi się, że są dwa wybory. Można albo użalać się nad tym, że nie otrzymaliśmy tej miłości w dzieciństwie i nie otrzymujemy jej w dorosłości, albo uświadomić sobie ważną prawdę.

Zasługiwaliśmy na tę miłość – jak każde dziecko – ale nasza matka sama prawdopodobnie jej nie doświadczyła, więc nie potrafiła przekazać jej dalej.

To jednak prowadzi do drogi usprawiedliwienia, a chyba nie o to chodzi. Przez długi czas w sercu pozostaje żal. Oczekuje się, że matka – póki żyje – w końcu przytuli, powie, że kocha i tęskniła. Z drugiej strony, aby nie żyć z wieczną raną w sercu, warto chyba pogodzić się z myślą, że ten moment może nigdy nie nadejść.

Co zatem można z tym zrobić?

Po etapie żalu często przychodzi złość i wyparcie – chęć całkowitego odcięcia się od matki, która nie daje tego, co powinna. Choć wydaje mi się, że to nie do końca właściwa droga, każdy musi przejść własną ścieżkę. Czasem na końcu pojawia się smutek, którego nie da się już niczym przykryć. Głęboki i bolesny. I akceptacja stanu takim, jakim jest, bez oczekiwań, bez wyrzutów.

Najlepszym rozwiązaniem wydaje się wyciągnięcie wniosków na przyszłość, by stać się inną (lepszą?) matką dla swoich dzieci. Może słowo „lepszą” nie jest idealne, ale chodzi o bycie matką, która daje ciepło i troskę swoim latoroślom. To olbrzymia wartość. Nie chodzi o działanie na przekór własnej matce, ale o świadomy wybór rodzicielstwa bliskości, miłości i akceptacji – czyli tego wszystkiego, czego nam brakowało w dzieciństwie.

Zatem jaki wpływ na przyszłość ma nieobecność emocjonalna matki?

Kiedy matka jest fizycznie obecna, ale psychicznie niedostępna i nie daje ciepła, skutki są bolesne. Prowadzi to do braku samoakceptacji, nieufności wobec ludzi (zwłaszcza innych kobiet), trudności w nawiązywaniu głębszych relacji oraz ciągłego zadawania sobie pytań: „Czy jestem godna miłości? Czy na nią zasługuję?”. Niekiedy także prowadzi do perfekcjonizmu we własnym dorosłym życiu, czyli nic, co robię nie jest wystarczająco... dobre, bo przecież można bardziej, można lepiej.

Jaka jest zatem recepta?

Kochać swoje dzieci i je przytulać. Nawet jeśli przychodzi to z trudem, robić wszystko, aby czuły się ważne, wysłuchane, zauważone i kochane. Nie pomijać ich. Być obecnym tak, jak one są dla nas, bo wszystko to znajdzie swoje echo w przyszłości.


Jestem też na tych platformach. Jeśli masz ochotę na więcej, śmiało wpadaj.



Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.